Barszcz zabielany | wersja odchudzona/niskokaloryczna |

Barszcz zabielany | wersja odchudzona/niskokaloryczna |



W Internecie często brakuje przepisów na podstawowe dania. W tradycyjnej wersji jeszcze je znajdziemy, ale już w "odchudzonej" jest to cięższe. Niektórzy nie wiedzą jak zastąpić pewne produkty, aby posiłek był zdrowszy. Dlatego co jakiś czas, a na pewno częściej, pojawiać się będą tutaj przepisy na najprostsze dania, domowe ale w lżejszej wersji :)

Mój blog jest również pewnego rodzaju pamiętnikiem dla mnie, czy też po prostu zwykłym przepiśnikiem :) sama często na niego zaglądam aby odświeżyć sobie pewne informacje i przypomnieć smaki. Do przepisów na zupy (brokułową i oczyszczającą) zaglądam co najmniej raz w miesiącu, aby ich nie zepsuć bo są pyszne w takich proporcjach, a nie innych.

Niżej podrzucam Wam przepis na barszcz zabielany, który również uwielbiam!
Z lekko podsmażonymi ziemniaczkami lub pełnoziarnistymi grzankami smakuje najlepiej :)
Jeden z ulubionych smaków mojego dzieciństwa :)


Składniki:
1l. wody
6 dużych buraków
1 łyżka mąki razowej
1 mały jogurt
Kwasek cytrynowy/sok z cytryn
Koperek (świeży lub suszony)
Sól
Pieprz czarny

Opcjonalnie: ugotowane ziemniaki, grzanki z chleba

Przygotowanie:
Buraki obieramy, kroimy w platerki. Zalewamy 1,5 l. wody i gotujemy, aż buraki będą miękkie.
Wyciągamy i odcedzamy. Doprawiamy barszcz solą, pieprzem i kwaskiem cytrynowym.
Jeżeli lubimy możemy do całości dorzucić buraki w plasterkach.
Mąkę rozrabiamy z odrobiną zimnej wody, dodajemy jogurt i chochelkę gorącego barszczu. Wlewamy do garnka, doprowadzamy do wrzenia i ewentualnie ponownie doprawiamy według uznania. Gdy zdejmiemy zupę z gazu wrzucamy koperek. 




Co ma gryka do konopi - JiM Cafe (Relacja, 15 październik 2016r.)

Co ma gryka do konopi - JiM Cafe (Relacja, 15 październik 2016r.)





Wczorajszy dzień mimo zaledwie kilku stopni celsjusza był ciepły jak żaden inny. Atmosfera w pewnej bramie zachwyciła mnie jak i wszystkie osoby, które przewinęły się przez ukryty plac. Wszystkie zapachy, śmiechy i rozmowy dodawały niezwykłego klimatu jaki powinien być w każdym miejscu. Uśmiech i nowa wiedza były tematem przewodnim 3 soboty października. 

A dzień zaczął się tak...


6:40 Pobudka 
Mycie ząbków, doprowadzenie się do stanu "mogę wyjść z domu, nikogo nie przestraszę", szybkie śniadanie (dwie kanapki z masłem orzechowym i bananem), do tego herbatka na trawienie, aparat do torebki, buty na nogi, trzaśnięcie drzwiami. 

8:03 Wyjazd z Sanoka
Ponad 1,5h drogi, słuchawki na uszach, ukochane Mercy przeplatane z Zenkiem Martyniukiem w tle.
Troszkę mnie wytrzęsło, więc pod koniec drogi modliłam się żeby jak najszybciej wysiąść.

9:40 Hello Rzeszów
Postawiłam nogi na rzeszowskiej ziemi. Rozglądnęłam się, którędy mam najbliżej do mojego celu czyli podwórka przy którym znajduje się JiM Cafe i na którym ma się odbyć spotkanie, na które czekałam od pewnego czasu. 

10:00 JiM Cafe
Trafiłam.
Stoły rozstawione, od wejścia widzę uśmiechnięte buzie więc automatycznie sama zaczęłam się uśmiechać od ucha do ucha.
- Gdzie znajdę Panią Jolę? - zapytałam nieznanej mi kobiety 
- Jest w środku - odpowiedziała mi miła Pani, jak się później okazało, ze stoiska Lawendowisko 

Weszłam do środka i od razu poczułam się jak w domu. Ciepłe, przyjazne miejsce z niezwykle domowym klimatem i przeuroczym wystrojem.


- Dzień dobry! 
- Dzień dobry, Pani Iza?

Zostałam rozpoznana już na wejściu.. 

Zapoznałam się z Jolą i Nastią, usiadłam przy stoliku i zostałam poczęstowana gorącą herbatą, a raczej naparem z czarnego bzu. Szczerze mówiąc nigdy nie próbowałam tej rośliny, więc nowy smak mnie nieco zaskoczył. Herbatka była delikatna, przypominała mi smakiem białą, z lekką nutką goryczki przechodzącą w słodko-kwaśny smak. Wiedziałam już wcześniej, że czarny bez jest dobry na przeziębienia (na jesień idealny!) oraz na trawienie, ale nigdy nie miałam okazji go spróbować. Tu mi się udało. 


Po wypicu całego naparu (tak mi posmakował) i ogrzaniu się obeszłam całe miejsce i zbadałam każdy zakątek tego nieznanego mi wcześniej miejsca. 






W JiM'ie oczarowało mnie tyle drobiazgów, że nie sposób je wszystkie było uchwycić..
Jednak jeżeli ktoś by chciał, kawałek tego miejsca można zabrać do domu w postaci rękodzieła, nalewek i syropów.




Po zwiedzaniu wybrałam się na poszukiwanie tego co tak naprawdę sprowadziło mnie w to miejsce czyli konopi oraz gryki. 

Zaraz przy wejściu do kafejki postawiony był stół wspomnianego wcześniej Lawendowiska, które tym razem wybrało się z Kolbuszowej do Rzeszowa z masą gryki w różnej postaci. 

Do spróbowania był pieróg gryczany z żurawiną. Smak był zdecydowanie "mój" gdyż uwielbiam kuchnię z mojego ukochanego regionu czyli południowo-wchodniej Polski. 
W składzie oprócz gryki znaleźć można było m.in ziemniaki, śmietanę i słoninę.  




Osłuchałam się na temat mojej ukochanej kaszy gryczanej, jej właściwościach i pomysłach na wykorzystanie kaszy jak i mąki. Dodatkowo przygarnęłam do siebie ciasteczka gryczane, które spróbowałam tak naprawdę dopiero w domu. Ich smak był delikatny, nie były bardzo słodkie (dla mnie to plus), a w ich składzie znalazłam tylko naturalne składniki. Samej gryki było aż 80% więc jedno ciacho składało sie praktycznie z samych witamin i najlepszych właściwości dla organizmu. 




11:30 Idę dalej, krzątam się między jednym stoiskiem, a drugim
Kolejnym moim przystankiem jest stoisko  GoodFoods - made by Włókniści Pl
Natacha opowiadała z taką pasją o konopi, że sama po dosłownie chwili pokochałam tę roślinkę. 
Sam fakt, że zawiera idealny stosunek kwasów tłuszczowych omega-6 i omega-3 (3:1) jest zaskakujący.. Ale o samym GoodFoods rozpiszę sie bardziej w kolejnym wpisie, opowiem o tym co mają do zaoferowania i co mnie zachwyciło.. bo dziś ze zwykłej relacji stworzyłabym kilkustronnicowe opowiadanie...

By dowiedzieć się jeszcze więcej o samych konopiach planuję wybrać się w miejsce gdzie wszystko się zaczyna... Zostałam zaproszona do Jarosławia, by zobaczyć jak wygląda uprawa i późniejsza obróbka. Ale to dopiero na wiosnę.. teraz mowa o tym co już wiem i czego spróbowałam na spotkaniu. 



Każdy kto przeszedł obok stoiska został poczęstowany herbatką agrestową z kwiatami konopi (co ważne - kwiaty mają więcej właściwości niż liście), która była lekko kwaśna przez agrest, ale nadal można było wyczuć smak konopi. 


Nowa zdobyta wiedza i poprawiony humor za sprawą czekolady z konopią siewną (nie, nie indyjską) pobudziły mnie do poszukiwania kolejnych, innych smaków. Opuściłam stoisko i poszłam dalej za zapachem docierającym do mnie z drugiej strony.. a był to zapach świeżego chleba.

Chleby z Piekarni w Starym Młynie pachniały tak niesamowicie, że zaczęło mi burczeć w brzuchu.
W koszyczkach poukładane były malutkie kromeczki, aby spróbować chleba i wybrać ten, który najbardziej nam smakuje. Ja zjadłam gryczany, z żurawiną i orzechowy.. w którym zakochałam się po uszy. Wyrazisty smak, chrupiąca skórka, masa orzechów i cudowna, minimalna słodycz podbiły moje serce. Jeden bochenek zabrałam ze sobą do domu by móc cieszyć się nim jeszcze kilka dni. 





Obok stoiska leżały piękne dynie, które można było zakupić i zabrać ze sobą do domu.


Unge - Sklepu cynamonowo-oliwkowego zaglądnęła do mnie Pani Oliwka i zaprosiła do środka na degustację. Cuda, które można u niej znaleźć wprowadziły mnie w stan zachwytu. Sprowadzane do sklepu produkty z różnych zakamarków świata jak i naszych okolic, były tak różniste, że nie wiedziałam w którą stronę mam patrzeć.. Dostałam do spróbowania na wejściu oliwki i powiem szczerze.. tak dobrych nie jadłam nigdy nigdzie. 




Dalej do spróbowania dostałam figi greckie, świeże daktyle i inne smakołyki.. które zabrałam ze sobą do domu. Na pewno tam wrócę.. i niedługo opowiem zdecydowanie więcej o tym zakątku.. A teraz wracam znowu do JiM Cafe..

12:30 Ciepłe pożegnanie
Właścicielka kafejki i główna organizatorka całego spotkania, przyniosła mi kolejny dzbanuszek tym razem ich mieszanki, która była pyszna i co najważniejsze - ciepła. W taką pogodę wszystko co jest ciepłe smakuje 100 razy bardziej. Zostałam posilona pysznym batonikiem, pożegnałam się, zostałam wyściskana i poszłam dalej.. w głąb Rzeszowa. Na pewno znowu do Was wrócę!




DO ZOBACZENIA :)

Batoniki dyniowe bez pieczenia

Batoniki dyniowe bez pieczenia




Kiedy najdzie Cię ochota na "coś słodkiego", ale jednak nie jesteś przekonana/ny do słodyczy ze sklepowych półek.. jest jedno rozwiązanie. Maszerujemy do kuchni i mieszamy składniki na batoniki w wersji zdrowej i całkowicie jesiennej. 
Masz całą dynię i nie wiesz co z niej zrobić? Ten przepis jest dla Ciebie! A jak jej nie masz.. to leć do sklepu lub warzywniaka, sezona na dynie w pełni! Nie marnujmy go :)

Batoniki są szybkie i łatwe do przygotowania. Nie wymagają pieczenia :)
A jeżeli zostało Wam jeszcze troszkę dyni.. polecam Wam zrobić z niej na śniadanie placki dyniowe lub upiec ciasto idealne do kawy.

Składniki:
1 szkl. płatków owsianych
1 szkl. płatków gryczanych
200g puree dyniowego
3 łyżki rodzynek lub żurawiny
4 łyżki pestek dyni
2 łyżki miodu
2 łyżki masła orzechowego (bez soli, cukru, oleju palmowego)
1 łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:
Miód rozpuszczamy w rondelku razem z masłem orzechowym. 
Doprawiamy cynamonem i łączymy z puree.
Suche składniki mieszamy w misce ze sobą. 
Wlewamy naszą słodką masę do miski i mieszamy tak, aby wszystko było oblepione.
Masę przekładamy do sylikonowej formy lub innej wyłożonej papierem do pieczenia.
Wsadzamy na ok. 30-60 min do zamrażalnika. 
Zastygniętą masę kroimy. 
Całosc możemy dodatkowo polać roztopioną czekoladą lub syropem dyniowym.




Pumpkin pie with cranberries (ciasto dyniowe z żurawiną) | dietetyczne

Pumpkin pie with cranberries (ciasto dyniowe z żurawiną) | dietetyczne




Do dyni nigdy nie byłam specjalnie przekonana. Podchodziłam do niej z dystansem, niepewnością dlatego w mojej kuchni gościła bardzo rzadko. W tym roku jednak się to zmieniło. Do wykorzystania mam póki co 2 ogromne dynie.. i masę pomysłów na ich przygotowanie.
Po wczorajszych plackach z dyni , czas na ciasto dniowe.
Wilgotne, proste, szybkie do wykonania czyli takie jakie lubię najbardziej :)
Lżejsza wersja typowego pumpkin pie z bita śmietaną, ale jak dla mnie zdecydowanie ciekawsza.
Posmak dyni jest delikatny, ciasto jest zwarte, wilgotnawe, z lekką słodyczą żurawiny.
Ma jeden, jedyny minus.. znika w oka mgnieniu.


Składniki:
200g pureé z dyni
1 i 1/2 szkl. mąki owsianej
100g masła klarowanego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki cukru brązowego
2 łyżki stewii w proszku
2 łyżki suszonej żurawiny
3 jajka
Cynamon
Kardamon
Goździki
Opcjonalnie: przyprawa do piernika/grzańca

Dodatkowo:
1/2 puszki mleczka kokosowego
1 łyżka stewii w proszku lub cukru pudru

Przygotowanie:
Mąkę przesiewamy razem z proszkiem do pieczenia.
Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka na sztywno.
Masło roztapiamy w rondelku razem z cukrem i goździkami. Odstawiamy do wystygnięcia.
Goździki wyciągami i wyrzucamy lub odkładamy i używamy np. do zrobienia zimowej herbatki z cytryną i imbirem. Masło łączymy z żółtkami, żurawiną i puree. Mieszamy z przesianą mąką.
Przekładamy ubite jajka i delikatnie łączymy z masą. Małą formę smarujemy masłem i obsypujemy mąką owsianą. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Pieczemy 40 min lub do uzyskania złotego koloru. Podajemy do ubitego mleczka kokosowego ze stewią lub cukrem pudrem.










Placki dyniowe z nutą waniliową (wegańskie)

Placki dyniowe z nutą waniliową (wegańskie)




Zaczęła się jesień czyli mój ulubiony okres blogerski.
Zimne wieczory, w łóżku, z zieloną zimową herbatą najbardziej mnie inspirują.
W głowie rodzi się masa pomysłów na ciasta, obiady, konfitury..
Dodaję wtedy najwięcej przepisów na bloga i jestem niezwykle spokojna.
Mimo brzydkiej pogody odnajduję masę motywacji i inspiracji.
Dlatego dorwałam piękną, dużą.. dynię!

Zrobiłam z niej puree (obrałam, upiekłam, zblenderowałam) i schowałam do pojemniczka by wykorzystać w kilku nowych daniach, które na dniach dodam na bloga :)

Z części puree zrobiłam pyszne placuszki, które są bardzo delikatne i puszyste.
Lekka nuta vanilli świetnie dopełna smak całości.
Same jak i w towarzystwie dżemu lub miodu gwarantuję podbiją Wasze kubki smakowe!

Składniki na 10 plackòw:
200g puree z dyni
2 łyżki "cukru" waniliowego (u mnie domowy, na ksylitolu)
1 szkl. mąki owsianej
1 łyżeczka olejku waniliowego (najlepiej naturalnego)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Odrobina oleju kokosowego do smażenia
Opcjonalnie: dżemu żurawinowego/porzeczkowego, miód lub syrop z agawy

Przygotowanie:
Mąkę owsianą przesiewamy razem z proszkiem do pieczenia.
Łączymy z puree z dyni, cukrem waniliowym i olejkiem.
Rozgrzewamy patelnię z odrobiną oleju kokosowego.
Nakładamy łyżką masę i smażymy na złocisty kolor z każdej strony.
Podajemy z dżemem i miodem.







Gofry pełnoziarniste

Gofry pełnoziarniste




Od dawna poszukiwałam przepisu na dobre, zdrowe, pełnoziarniste gofry. 
Z większosci wychodziła ciapka, nadawały się do kosza. 
Próbowałam wiele razy, zmieniałam proporcje, składniki.. zmieniłam nawet gofrownicę.. i się udało!
Nareszcie, po dobrym.. roku. 
Wcześniej wychodziły dobre, ale to nie było to czego oczekiwałam.
Teraz smak, konsystencja i właściwości są dla mnie znakomite. 

Składniki na 8 gofrów:
1 i 1/2 szkl. mąki razowej
1/2 szkl. mąki owsianej lub mąki razowej
1/2 szkl. mąki pszennej
3 łyżki masła klarowanego 
2 płaskie łyżeczki sody
2 szkl. mleka (krowie/bez laktozy/roślinne)
1/2 łyżeczki soli
2 jajka

Przygotowanie:
Sypkie składniki łączymy ze sobą w misce. Dolewamy mleko i wbijamy dwa jajka.
Masło roztapiamy, wlewamy do reszty. Całość miksujemy. Konsystencja powinna być gęstsza jak na naleśniki. Nagrzewamy gofrownicę, pryskamy/smarujemy odrobiną oleju kokosowego lub masłem. 
Przelewamy masę i pieczemy ok. 5 min. Podajemy z ulubionymi dodatkami.










3-składnikowe ciasteczka kokosowe do porannej kawy

3-składnikowe ciasteczka kokosowe do porannej kawy

Najszybsze i najprostsze z możliwych ciasteczek. Są zwarte, miękkie, lekko wilgotne. 
Idealne do porannej kawy. Zrobisz je w mniej niż 5 minut. Wsadzisz do piekarnika na 15 (w między czasie kawka lekko ostygnie) i zdrowa przekąska gotowa.. A teraz w te jesienne poranki musimy sobie umilać czas.. na przykład słodyczami :)

Składniki:
10 łyżek wiórków kokosowych
3 jajka
3 łyżki cukru brązowego (u mnie waniliowy)

Przygotowanie:
Białka ubijamy na sztywno. 
Dodajemy żółtka i stopniowo wiórki kokosowe z cukrem brązowym.
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
Nakładamy łyżką masę na ciasteczka.
Pieczemy ok. 15 min. (do zarumienienia) w 170 stopniach.








Copyright © 2014 Czarna wisienka , Blogger