niedziela, 16 października 2016

Co ma gryka do konopi - JiM Cafe (Relacja, 15 październik 2016r.)





Wczorajszy dzień mimo zaledwie kilku stopni celsjusza był ciepły jak żaden inny. Atmosfera w pewnej bramie zachwyciła mnie jak i wszystkie osoby, które przewinęły się przez ukryty plac. Wszystkie zapachy, śmiechy i rozmowy dodawały niezwykłego klimatu jaki powinien być w każdym miejscu. Uśmiech i nowa wiedza były tematem przewodnim 3 soboty października. 

A dzień zaczął się tak...


6:40 Pobudka 
Mycie ząbków, doprowadzenie się do stanu "mogę wyjść z domu, nikogo nie przestraszę", szybkie śniadanie (dwie kanapki z masłem orzechowym i bananem), do tego herbatka na trawienie, aparat do torebki, buty na nogi, trzaśnięcie drzwiami. 

8:03 Wyjazd z Sanoka
Ponad 1,5h drogi, słuchawki na uszach, ukochane Mercy przeplatane z Zenkiem Martyniukiem w tle.
Troszkę mnie wytrzęsło, więc pod koniec drogi modliłam się żeby jak najszybciej wysiąść.

9:40 Hello Rzeszów
Postawiłam nogi na rzeszowskiej ziemi. Rozglądnęłam się, którędy mam najbliżej do mojego celu czyli podwórka przy którym znajduje się JiM Cafe i na którym ma się odbyć spotkanie, na które czekałam od pewnego czasu. 

10:00 JiM Cafe
Trafiłam.
Stoły rozstawione, od wejścia widzę uśmiechnięte buzie więc automatycznie sama zaczęłam się uśmiechać od ucha do ucha.
- Gdzie znajdę Panią Jolę? - zapytałam nieznanej mi kobiety 
- Jest w środku - odpowiedziała mi miła Pani, jak się później okazało, ze stoiska Lawendowisko 

Weszłam do środka i od razu poczułam się jak w domu. Ciepłe, przyjazne miejsce z niezwykle domowym klimatem i przeuroczym wystrojem.


- Dzień dobry! 
- Dzień dobry, Pani Iza?

Zostałam rozpoznana już na wejściu.. 

Zapoznałam się z Jolą i Nastią, usiadłam przy stoliku i zostałam poczęstowana gorącą herbatą, a raczej naparem z czarnego bzu. Szczerze mówiąc nigdy nie próbowałam tej rośliny, więc nowy smak mnie nieco zaskoczył. Herbatka była delikatna, przypominała mi smakiem białą, z lekką nutką goryczki przechodzącą w słodko-kwaśny smak. Wiedziałam już wcześniej, że czarny bez jest dobry na przeziębienia (na jesień idealny!) oraz na trawienie, ale nigdy nie miałam okazji go spróbować. Tu mi się udało. 


Po wypicu całego naparu (tak mi posmakował) i ogrzaniu się obeszłam całe miejsce i zbadałam każdy zakątek tego nieznanego mi wcześniej miejsca. 






W JiM'ie oczarowało mnie tyle drobiazgów, że nie sposób je wszystkie było uchwycić..
Jednak jeżeli ktoś by chciał, kawałek tego miejsca można zabrać do domu w postaci rękodzieła, nalewek i syropów.




Po zwiedzaniu wybrałam się na poszukiwanie tego co tak naprawdę sprowadziło mnie w to miejsce czyli konopi oraz gryki. 

Zaraz przy wejściu do kafejki postawiony był stół wspomnianego wcześniej Lawendowiska, które tym razem wybrało się z Kolbuszowej do Rzeszowa z masą gryki w różnej postaci. 

Do spróbowania był pieróg gryczany z żurawiną. Smak był zdecydowanie "mój" gdyż uwielbiam kuchnię z mojego ukochanego regionu czyli południowo-wchodniej Polski. 
W składzie oprócz gryki znaleźć można było m.in ziemniaki, śmietanę i słoninę.  




Osłuchałam się na temat mojej ukochanej kaszy gryczanej, jej właściwościach i pomysłach na wykorzystanie kaszy jak i mąki. Dodatkowo przygarnęłam do siebie ciasteczka gryczane, które spróbowałam tak naprawdę dopiero w domu. Ich smak był delikatny, nie były bardzo słodkie (dla mnie to plus), a w ich składzie znalazłam tylko naturalne składniki. Samej gryki było aż 80% więc jedno ciacho składało sie praktycznie z samych witamin i najlepszych właściwości dla organizmu. 




11:30 Idę dalej, krzątam się między jednym stoiskiem, a drugim
Kolejnym moim przystankiem jest stoisko  GoodFoods - made by Włókniści Pl
Natacha opowiadała z taką pasją o konopi, że sama po dosłownie chwili pokochałam tę roślinkę. 
Sam fakt, że zawiera idealny stosunek kwasów tłuszczowych omega-6 i omega-3 (3:1) jest zaskakujący.. Ale o samym GoodFoods rozpiszę sie bardziej w kolejnym wpisie, opowiem o tym co mają do zaoferowania i co mnie zachwyciło.. bo dziś ze zwykłej relacji stworzyłabym kilkustronnicowe opowiadanie...

By dowiedzieć się jeszcze więcej o samych konopiach planuję wybrać się w miejsce gdzie wszystko się zaczyna... Zostałam zaproszona do Jarosławia, by zobaczyć jak wygląda uprawa i późniejsza obróbka. Ale to dopiero na wiosnę.. teraz mowa o tym co już wiem i czego spróbowałam na spotkaniu. 



Każdy kto przeszedł obok stoiska został poczęstowany herbatką agrestową z kwiatami konopi (co ważne - kwiaty mają więcej właściwości niż liście), która była lekko kwaśna przez agrest, ale nadal można było wyczuć smak konopi. 


Nowa zdobyta wiedza i poprawiony humor za sprawą czekolady z konopią siewną (nie, nie indyjską) pobudziły mnie do poszukiwania kolejnych, innych smaków. Opuściłam stoisko i poszłam dalej za zapachem docierającym do mnie z drugiej strony.. a był to zapach świeżego chleba.

Chleby z Piekarni w Starym Młynie pachniały tak niesamowicie, że zaczęło mi burczeć w brzuchu.
W koszyczkach poukładane były malutkie kromeczki, aby spróbować chleba i wybrać ten, który najbardziej nam smakuje. Ja zjadłam gryczany, z żurawiną i orzechowy.. w którym zakochałam się po uszy. Wyrazisty smak, chrupiąca skórka, masa orzechów i cudowna, minimalna słodycz podbiły moje serce. Jeden bochenek zabrałam ze sobą do domu by móc cieszyć się nim jeszcze kilka dni. 





Obok stoiska leżały piękne dynie, które można było zakupić i zabrać ze sobą do domu.


Unge - Sklepu cynamonowo-oliwkowego zaglądnęła do mnie Pani Oliwka i zaprosiła do środka na degustację. Cuda, które można u niej znaleźć wprowadziły mnie w stan zachwytu. Sprowadzane do sklepu produkty z różnych zakamarków świata jak i naszych okolic, były tak różniste, że nie wiedziałam w którą stronę mam patrzeć.. Dostałam do spróbowania na wejściu oliwki i powiem szczerze.. tak dobrych nie jadłam nigdy nigdzie. 




Dalej do spróbowania dostałam figi greckie, świeże daktyle i inne smakołyki.. które zabrałam ze sobą do domu. Na pewno tam wrócę.. i niedługo opowiem zdecydowanie więcej o tym zakątku.. A teraz wracam znowu do JiM Cafe..

12:30 Ciepłe pożegnanie
Właścicielka kafejki i główna organizatorka całego spotkania, przyniosła mi kolejny dzbanuszek tym razem ich mieszanki, która była pyszna i co najważniejsze - ciepła. W taką pogodę wszystko co jest ciepłe smakuje 100 razy bardziej. Zostałam posilona pysznym batonikiem, pożegnałam się, zostałam wyściskana i poszłam dalej.. w głąb Rzeszowa. Na pewno znowu do Was wrócę!




DO ZOBACZENIA :)

2 komentarze:

  1. Izo, piękne zdjęcia, piękny wpis, jesteśmy wdzięczne i wzruszone. Zapraszamy ponownie do JiMa jak tylko zawitasz do Rzeszowa.Pozdrawiamy :) Jola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne zdjęcia, masz talent

    OdpowiedzUsuń