Ciasteczka ciecierzycowo-amarantusowe w czekoladzie

Ciasteczka ciecierzycowo-amarantusowe w czekoladzie




Zdrowych ciasteczek nie robiłam już wieki. Wczorajszy dzień był dniem, który to zmienił. 
Zabrałam się do roboty i poczyniłam ciasteczka z mąki z ciecierzycy i z amarantusa, które możecie kupić na stronie www.galeriaherbat.pl. Ciasteczka są chrupiące i niezwykle zdrowe. Przestrzegam - na jednym "do kawy" się nie skończy :) 


Składniki na 6 ciastek:
2 łyżki płynnego miodu
2 łyżki oleju kokosowego
3 łyżki masła orzechowego

Polewa czekoladowa:
4 kostki gorzkiej czekolady
1 łyżeczka stewii w proszku
1 łyżeczka masła klarowanego

Przygotowanie:
Mąki wsypujemy do miski, dodajemy miód i masło orzechowe. Olej kokosowy roztapiamy i dolewamy do miski. Ciasto ugniatamy w dłoniach (może się lekko rozsypywać). W rękach formujemy kulki i rozpłaszczamy. Na blaszce układamy papier do pieczenia, układamy ciastka i pieczemy ok. 15 min w 180 stopniach.

W małym rondelku roztapiamy czekoladę z masłem i stewią.
Smarujemy nasze, wcześniej upieczone ciasteczka. 




Daktylowe kulki młodości z masłem orzechowym

Daktylowe kulki młodości z masłem orzechowym



Kule mocy stworzone na Andrzejki, ale będą również idealne na każdą inną okazję. Umilały nam czas podczas wróżenia sobie przyszłości. PRZESŁODKIE mimo, że całkowicie bez cukru i pełne zdrowych produktów, które są dostępne już na wyciągnięcie ręki w przystępnych cenach np. na www.galeriaherbat.pl gdzie jutro (29 listopada) jest darmowa wysyłka - warto skorzystać. 

Składniki na 6-7 dużych kul mocy lub 10 małych:
30 suszonych daktyli
1/2 szkl. pestek słonecznika
2 łyżki nasion chia 
1/2 szkl. wiórek kokosowych
2 łyżki masła orzechowego
1 łyżka płynnego miodu
Sezam do obtoczenia

Przygotowanie:
Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 5 min. 
Do miski wrzucamy wszystkie składniki (łącznie z odsączonymi już daktylami) oprócz sezamu. 
Blendujemy na "papkę". Na suchej patelni podprażamy sezam. W rękach formujemy kulki i obtaczamy w sezamie. Chłodzimy przynajmniej 1h. w lodówce.





Krem dyniowy po tajsku z mleczkiem kokosowym w rytmie curry

Krem dyniowy po tajsku z mleczkiem kokosowym w rytmie curry



Z racji braku obiadu, musiałam wymyślić coś na szybko.
Dotargałam dynię do domu, obrałam, pokroiłam, upiekłam.. i ugotowałam zupę.
W tajskich rytmach, z domieszką curry i włożonym w nią całym sercem.
Połączenie polskich smaków z tajskimi wyszło pyszne. Zawirowania i obroty smakowe. 
Tak podsumuję smak i zapraszam do przepisu.


Składniki:
500g obranej dyni
1 mała puszka (165ml) mleczka kokosowego 
2 łyżki passaty pomidorowej
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki papryki chilli
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki oleju sezamowego
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka startego imbiru
1 łyżeczka curry

Przygotowanie:
Dynię kroimy na mniejsze kawałki u pieczemy w piekarniku przez 20 min. w 180 stopniach.
Odstawiamy do wystygnięcia. Wystudzoną dynię blendujemy na mus. 
W średnim garnku podsmażamy na oleju kokosowym przeciśnięty czosnek. 
Dodajemy passatę pomidorową, prawie całe mleczko kokosowe, sos sojowy, olej sezamowy i wszystkie przyprawy.  Gotujemy ok. 2-3 minuty. Następnie dodajemy mus z dyni. Doprowadzamy do wrzenia. Podajemy udekorowany mleczkiem kokosowym i świeżymi ziołami.




Kuchnia tajska 2016
Orkiszowa pizza z krewetkami po tajsku w mleczku kokosowym

Orkiszowa pizza z krewetkami po tajsku w mleczku kokosowym


Kto nie lubi pizzy... niech się nawet nie przyznaje! 
Ja sama gdybym mogła jadłabym ją na śniadanie, obiad i kolację.. i wcale by mi się nie znudziła.
Jednak nie mogę tego zrobić bo byłabym jeszcze większą świnką..
Można kombinować ze smakami, rodzajem mąk i grubością ciasta oraz kształtem. 
Powiem nieskromnie... ta pizza była pyszna! 
Orkiszowa, z pysznymi krewetkami duszonymi na mleczku kokosowym z czosnkiem i liśćmi limonki. Do tej kompozycji świetnie wpasował się szpinak razem z mozzarellą. Chyba nikogo nie muszę bardziej namawiać.. :)

Składniki na 1 pizzę:
Ciasto:
250g mąki orkiszowej do wypieku chleba + do podsypywania
1/2 opakowania (ok. 4g) drożdży instant
1 łyżka cukru
1 łyżka oliwy z oliwek
150ml letniej wody + woda do zagniatania 

Dodatki:
1 mała puszka mleczka kokosowego
2 duże ząbki czosnku
1/2 łyżeczki liści limonki
10-15 krewetek 
10 bryłek mrożonego szpinaku
1 kulka mozzarelli
3 łyżki passaty pomidorowej
Sól himalajska 
Pieprz czarny
Czosnek granulowany
Papryka słodka
Bazylia

Przygotowanie:
Zaczyn: drożdże łączymy z oliwą, cukrem i wodą i odstawiamy w ciepłe miejsce na 5 min. 

Mąkę mieszamy z 1 łyżeczką soli himalajskiej. Wlewamy stopniowo nasz zaczyn i mieszamy drewnianą łyżką. Następnie przekładamy ciasto na stolnicę i zagniatamy ok. 10 min (gdy ciasto klei się do rąk - dodajemy więcej mąki; gdy ciasto jest za mało zwarte - dodajemy wodę). Formujemy kulkę, ponownie wsadzamy do miski i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1-1,5h. 

W międzyczasie odrywamy ogonki krewetkom. Na patelnię wlewamy mleczko kokosowe, dodajemy przeciśnięty czosnek, odrobinę soli himalajskiej, pieprzu i liście limonki. Dusimy krewetki zdejmujemy z gazu gdy zostanie minimalna ilość mleczka kokosowego. Ściągamy krewetki i na tej samej patelni rozmrażamy szpinak. W miseczce łączymy składniki na sos czyli: passatę, paprykę słodką, bazylię, czosnek granulowany, pieprz czarny i odrobinę soli himalajskiej. Mozzarellę ścieramy na tarce, na grubych (dużych?) oczkach.

Po upływie czasu ponownie wyrabiamy chwilkę ciasto. Blachę smarujemy lekko oliwą. Ciasto wałkujemy lub rozciągamy w dłoniach. Przekładamy na blachę, przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 min. 

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Nakładamy sos, szpinak, krewetki i posypujemy całość obficie mozzarellą. Pieczemy ok. 10-12 min. 






Kuchnia tajska 2016
"Ostatnia rodzina" od kuchni czyli przysmaki Beksińskich - Nobo Cafe

"Ostatnia rodzina" od kuchni czyli przysmaki Beksińskich - Nobo Cafe






Mieszkając już ponad 18 lat w Sanoku, dopiero niedawno zdałam sobie sprawę z tego i dotarło do mnie gdzieś do środka móżdżka, że urodził się tu tak wielki mistrz jak Zdzisław Beksiński. Oprócz miejsc takich jak Muzeum Historyczne w Sanoku, historię tego twórcy możemy poznać również gdzieś indziej, a mianowicie w Nobo Cafe. Jedną z właścicielek znam już od 2-3 lat, a drugą poznałam dopiero tydzień temu. Usiadłyśmy przy stoliku, napiłyśmy się herbaty zimowej i zaczęłyśmy rozmowę...






I: Znajduje się u Was kącik Beksińskiego. Skąd pomysł na takie miejsce i aranżacje wnętrza? D&M: Myślę, że nie każde miasto w Polsce, może "powiedzieć o sobie" coś takiego, że jakiś artysta lub mistrz je zamieszkiwał. Uważam, że Sanok nie jest na tyle dumny z Beksińskiego na ile powinien. W innych krajach na kamieniczkach jest wypisane "Tutaj mieszkał"; ‘’ Tu się urodził’’ jakiś artysta… Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, że Beksiński w jakiś sposób nadal jest tutaj obecny. Chcieliśmy zaznaczyć Jego obecność w Sanoku, że bardzo Go akceptujemy i podziwiamy – stąd pomysł na salkę.
I: Jak znalazły się u Was zdjęcia, plakaty i oczywiście skąd zdjęcia z fototapety?
D&M: Zdjęcie Tomka i jeden plakat mamy od Tomka Szwana, któremu bardzo za nie dziękujemy.
Przyniósł nam to zdjęcie [patrz niżej], które wisiało u niego w domu. Otwierając to miejsce dostaliśmy z prywatnych zbiorów fotografie, które ukazałyśmy na ścianach. Dostałyśmy również oczywiście zgodę na wykorzystanie tychże materiałów. Plakaty jednak są nasze prywatne, przywiezione z Francji. Będąc na wystawach prosiłyśmy o nie. Są naszą zdobyczą. Wszystko co chcemy robić związanego z Beksińskim jest w porozumieniu z Muzeum Historycznym.





I:Wybór cytatów jest przypadkowy czy mają dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?
D&M: Starałyśmy się znaleźć cytaty związane z jedzeniem, bo jednak jest to restauracja. Mamy Jego menu więc szukałyśmy czegoś co nawiązuje do jedzenia. Ogólnie jego przemyślenia na wszelakie tematy były zdecydowanie różne od innych. Dla Beksińskiego jedzenie to był koszmar. Sam akt, czynność jedzenia była dla niego obrzydliwa. Do wszystkiego dawał masę pieprzu, uwielbiał wszystko co jest ostre.






I: Beksiński jadał ponoć tylko i wyłącznie McDonald’s i pił Coca Colę.. Natomiast co Wy oferujecie? Mam nadzieję, że nie tylko burgera i frytki.
D&M: McDoland’em Beksiński zachwycił się, dopiero jak zmarła Zosia. Robił zapasy na kilka dni, żeby nie musieć wychodzić z domu i z kimkolwiek rozmawiać. Beksiński jadał dużo słodkiego mleczka skondensowanego. Jest u nas ‘’Jego’’ deser czyli 3 gałki lodów bakaliowych zalanych właśnie tym mlekiem z tubki.



*Ja poprosiłam o jedną gałkę.. Przesłodki, przesmaczny deser dla każdego łasucha.*

Oprócz hamburgera i deseru mamy też ‘’Jego’’ przysmak - wołowinę w sosie seczuańskim, która jest tak ostra, że ja jej nie zjem, choć sama ją robię (śmiech). U nas i tak stopień ostrości jest mniejszy, aby było to w ogóle jadalne. Mamy również zrazy Beksińskiego, inne od wszystkich bo nie zawinięte. U nas jest to wołowina, rozbita w sosie własnym gotowana z dużą ilością czosnku i pieprzu. Duszona, nie smażona. Nic nie robimy na zapas więc może trzeba czekać na to troszkę dłużej niż gdzie indziej. Jeżeli ktoś powie, ze nie chce danego mięsa z ryżem to dostanie z kaszą. Wszystko można zamówić w wersji mniej ostrej lub bardziej, wedle upodobań. Pan Zdzisław jadał głównie wołowinę, nie pił alkoholu. W menu jest też drink, oczywiście bezalkoholowy, czyli sok grejfruitowy z coca colą, takie coś pił naprawdę na "ekstra okazję".



*Przysmak Beksińskiego - u mnie z kaszą. Ostry, sycący, domowy.*
I: Dania ze specjalnej karty to bardziej wymysł kucharza czy wygrzebane z zakamarków receptury żony Beksińskiego – Zofii ?
D&M: Wiedza na temat ulubionych dań Beksińskiego to wiedza zdobyta od znajomych mistrza.


*Spory burger z masą dodatków, smacznym mięchem i pysznymi frytkami.*
I: Oglądałyście film "Ostatnia rodzina"? Jakie macie wrażenia, odczucia na jego temat? Co wiecie więcej, a czego nie ukazano?
D&M: Osobiście poznałam Beksińskiego na targach książki w Krakowie. Pierwsze spotkanie było dla mnie ogromnym szokiem, okazał się ciepły, opowiadał kawały, śmiał się w głos. Na pewno nie był ponury czy niechętny ludziom. Czytałam Jego prywatne maile i widziałam nagrania, bo jak wiesz On wszystko kręcił. Nie ma na świecie innego artysty którego życie jest tak udokumentowane, godzina po godzinie. Budził się, brał kamerę, kładł na ramieniu i kręcił dosłownie wszystko. A to jakie miał specyficzne podejście do śmierci, widać nawet po tekście "Zośka! Beksińska umarła" na filmie. Aktorzy oglądali nagrania, czytali maile by móc się przygotować do roli. Rozmawiałyśmy z reżyserem filmu i Dawidem Ogrodnikiem. Podobno Beksiński w mieszkaniu miał podwójne ściany i chował w nie obrazy. Miał też inne fobie - bał się, że zabraknie im wody. Pod sufitem wisiały takie wielkie jakby hydrofory, metalowe baniaki z wodą. Zdzisław jak płacił za mieszkanie to opłacał je na cały rok z góry. Wszystko opłacał hurtowo, by jak najmniej wychodzić z domu. Podobno bywało tak, że pierwsza wersja obrazu nie była również tą końcową. Malował raz, nie spodobało mu się, to na tym samym malował drugi i kolejny raz. Czasem na jednym z obrazów jest 5 różnych warstw. A wiesz jak mówił o lesie? Że on uwielbia las, pod warunkiem, że zostaną ścięte wszystkie drzewa, a ziemia zostanie zalana asfaltem. Im więcej się wie o Beksińskim tym bardziej się go rozumie, może wtedy umyka troszkę ta Jego tajemniczość, ale znamy jednak prawdę. Był bardzo dobrym człowiekiem, a zaskakująca bo mroczna tematyka jego obrazów, to tajemnicza część jego osobowości, której wyraz dawał tylko na płótnie i która zostanie dla nas tajemnicą. Miał fobie dotykowe i zwierzęce. Nie było u nich żadnych kwiatków, w ogrodzie wszystko było wycięte. W filmie też sama śmierć i zabójca praktycznie nie byli ukazani. Zdzisław od lat pomagał finansowo rodzinie pewnego znajomego, w zamian za pomoc w codziennych czynnościach. Po jakimś czasie, jak dzieciaki z tej rodziny troszkę podrosły, to syn przychodził pomagać ojcu, przynosił mu głównie zakupy. Zdzisław zawsze dawał mu kieszonkowe, jakieś drobne pieniądze, na wakacje, na imprezę. Jednak chłopakowi ciągle było mało. Spodobał mu się aparat Beksińskiego. Chłopak chciał wyłudzić od niego ten aparat, ale Beksiński powiedział, że mu go od tak nie da. Pomagał innym, ale nie na zasadzie "daj mi" i rozkazu. Kazał mu zawołać ojca by porozmawiać, ale na dole na dole zamiast ojca był jego kuzyn. Zniecierpliwiony i zdenerwowany chłopak dźgnął Beksińskiego kilkanaście razy i zaciągnął go na balkon. Lekarze orzekli, że Beksiński żył jeszcze około doby. Chłopcy zabrali z mieszkania dwa aparaty, 100 płyt CD i trochę pieniędzy. Wszystkie obrazy zostawili.


Tajski rosół z łososiem

Tajski rosół z łososiem



Co prawda w Tajlandii jeszcze nie byłam..ale i tak uwielbiam kuchnię tajską. Pad Thai, Curry tajskie czy Tom yam to dania, które poznałam będąc w Londynie i poszukując nowości kulinarnych. Nie wiem czy były wykonane tradycyjne, ale tak czy tak skradły kawałek mojego serca. Ostre przyprawy, rybne smaki, mleko kokosowe czy limonka i imbir - to smaki rodem z Tajlandii. Dlatego sama postanowiłam zagłębić się w receptury i stworzyć coś tajskiego, po swojemu. Tak też powstał tajski rosół z łososiem. Aromatyczny, ostry, inny niż nasz polski bo z posmakiem rybnym. Odkryjcie kawałek Tajlandii...

Składniki na 4 porcje:
1l bulionu
150g łososia 
100g makaronu chińskiego Mie/Chow Mein
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka sosu chilli (może być 1/2 łyżeczki sproszkowanego)
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
Garść posiekanego szczypiorku
Garść sezamu

Przygotowanie:
Bulion gotujemy z 2 łyżkami sosu sojowego. Łososia (obranego ze skóry i ości, pokrojonego w kostkę) marynujemy 10-15 min w reszcie sosu sojowego, oleju sezamowym, sosie chilli oraz uimbirze. Makaron gotujemy zgodnie z tym co pisze na opakowaniu. Do bulionu wrzucamy łososia i gotujemy ok. 3-5 min. Podajemy z makaronem, szczypiorkiem i sezamem. 




#AMBITION



Kuchnia tajska 2016 Ambition z dbałością
Zapiekany pęczak z mięsem mielonym

Zapiekany pęczak z mięsem mielonym




Pomysł na mega zdrowy i pyszny obiad. Może nie typowo piątkowy, ale zdecydowanie idealny na każdy inny dzień tygodnia. Mocne przyprawy, wspaniały aromat i wyrazisty smak to epitety jakimi mogę określić te danie.

Składniki na 2 porcje:
100g kaszy pęczak
250g mięsa mielonego
10 pieczarek
3 łyżeczki sosu sojowego
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżeczka sosu piri piri lub 1/3 łyżeczki ostrej papryki
1,5 łyżeczki curry
1/2 łyżeczki kurkumy
1/3 łyżeczki czosnku w proszku
Sól himalajska
Olej kokosowy lub rzepakowy

Przygotowanie:
Kasze gotujemy zgodnie z tym co pisze na opakowaniu lub po prostu do momentu aż zmięknie. 
Mięso podsmażamy na odrobinie oleju z pokrojonymi w kosteczkę pieczarkami i wszystkimi przyprawami. Naczynie do zapiekania smarujemy odrobiną oleju, kaszę odcedzamy i przekładamy do naczynia. Nakładamy mięso z pieczarkami i wszystko posypujemy cheddarem i parmezanem. Pieczemy ok. 15 min w 180 stopniach. 



Pasta jajeczna z serem feta

Pasta jajeczna z serem feta




Pyszna alternatywa dla typowej pasty jajecznej. Zdrowa, ciekawa i smaczna.
Zajadam się nią już od pewnego czasu. Z domowych chlebem razowym i świeżą natką pietruszki to poezja. 

Składniki:
3 jajka
1/3 kostki sera feta półtłustego
1 łyżka jogurtu naturalnego
Pieprz czarny

Przygotowanie:
Jajka gotujemy na twardo. Przelewamy zimną wodą i obieramy ze skorupki. 
Kroimy w drobną kosteczkę i łączymy z rozgniecionym serem feta. Łączymy z jogurtem naturalnym. Doprawiamy pieprzem. 






Śniadaniowa Quesadilla z jajecznicą i boczkiem

Śniadaniowa Quesadilla z jajecznicą i boczkiem



Jajecznica na boczku lub tortilla w tosterze z mozzarellą i szynką to moje śniadaniowe standardy. Gdzieś tam pomiędzy tym czasem pojawiały się pancakes lub wytrawne omlety. Jednak pierwsze dwa dania są u mnie 4-5 razy w tygodniu.. 
Wstając dziś rano nie miałam ochoty ani na tosty, ani jajecznicę ani nic słodkiego, ale bez śniadania z domu się nie ruszę. Głowiąc się, zastanawiając co zjeść... wpadłam na pomysł, który okazał się później strzałem w dziesiątkę. Połączyłam dwa moje ulubione śniadania w jedno. I przyznam szczerze, że było to najlepsze śniadanie jakie jadłam w życiu. Całkowicie moje smaki, najadłam się po same uszy (śniadanie trzymało mnie ok. 4-5h). Jeść, nie umierać :) 


Składniki na 2 porcje:
4 jajka
2 pełnoziarniste tortille
1/2 małej cebuli
2 cienkie plastry boczku
40g sera żółtego (u mnie cheddar, dojrzewający 14 miesięcy)
1 łyżeczka masła klarowanego
Sól himalajska
Pieprz czarny

Przygotowanie:
Na maśle smażymy pokrojoną w małą kosteczkę cebulę i boczek aż się zarumienią. Wbijamy dwa jajka i mieszamy przy pomocy łopatki. Doprawiamy solą i pieprzem. Ścieramy na grubych oczkach ser. Na drugiej suchej patelni układamy jedną tortillę i posypujemy połową startego sera. Nakładamy jajecznicę. Posypujemy ponownie serem i przykrywamy drugą tortillą. Smażymy ok. 2 min, zsuwamy quesadillę na talerz i przekładamy ponownie na patelnię. Podgrzewamy 1-2 minuty i przekładamy na talerz. Kroimy na 4 części.



Tradycyjna Shakshuka

Tradycyjna Shakshuka



Szakszuka to potrawa, która jest niezwykle popularna w Turcji oraz Izraelu. 
Banalnie prosta - niezwykle smaczna. Tradycyjna wersja, czyli ta, którą podaje niżej składa się jedynie z cebuli, jajek, pomidorów, papryki i przypraw. Najlepiej smakuje prosto z patelni w towarzystwie świeżej bazylii i chrupiącej bagietki lub chleba. Prostota wygrywa? Myślę, że tak :)

Składniki:
2 jajka
1/2 pomidorów z puszki
1/4 papryki
1/4 cebuli
1 czosnek
1 łyżeczka oleju kokosowego
Papryka ostra
Papryka słodka
Bazylia
Sól
Pieprz
Świeża bazylia
Oraz Kumin (jak zostałam niżej upomniana :> )

Przygotowanie:
Do rozgrzanego oleju wrzucamy pokrojoną w kosteczkę cebulę i przeciśnięty czosnek. Smażymy ok. 3-4 min. Dodajemy pomidory, paprykę pokrojoną w kostkę i doprawiamy całość. Dusimy ok. 3 minuty. Wbijamy 2 jajka i smażymy ok. 3 minuty pod przykrywką aż do ścięcia się białek. Podajemy ze świeżo zmielonym pieprzem i bazylią. 





Copyright © 2014 Czarna wisienka , Blogger